Cwałowałem przez dolinę całą noc,nad ranem postanowiłem odpocząć na łące.Usłyszałem innego konia.
-Kim jesteś?-Zapytała klacz.
-Nazywam się Mustang,to twój teren?-Zapytałem.
-Tak,nazywam się Airrow-Odpowiedziała.-W pobliżu mam stado,chcesz dołączyć?
-Tak,z chęcią.-Powiedziałem.
Zaprowadziła mnie do jaskini,gdzie były inne konie.Zaprzyjaźniłem się z Damonem.
Od Rosy:
Airrow przyprowadziła do jaskini jakiegoś ogiera. Wydawało mi się że jest tu nowy. Kiedy byłam sam na sam z Airrow chciałam z nią pogadać na jego temat.
Cześć Airrow! - powiedziałam.
Witaj Rosa! Chcesz o czymś pogadać? - odrzekła.
- Tak, zauważyłam że wczoraj przyprowadziłaś do jaskini jakiegoś ogiera.
- Tak to prawda. A co?
- Jak on się nazywa?
- Mustang.
- A skąd się tu wziął?
- Przypadkowo go spotkałam.
- No dobra...To na razie.
- Do zobaczenia!
I pobiegłam w stronę łąki. Leżał pod samotnym drzewem. Postanowiłam podejść do niego i porozmawiać.
- Cześć.
- Ooo...Witaj
- Jestem Rosa. Ty pewnie jesteś Mustang?
- Tak, we własnej osobie.
- Świetnie. Co powiesz na to żebyśmy trochę pobiegali?
Od Mustanga:
-Pewnie-Powiedziałem wstając.
-Do jabłoni przed Nami i z powrotem-Oznajmiła.
-Do startu,gotowi,START!-Krzyknąłem.
Galopowaliśmy w równym tempie,tuż obok siebie.Było świetnie!
-Remis-Krzyknęła Rosa.
-Tak,to co?Co robimy?-Zapytałem się klaczy.
Od Rosy:
Mustang spytał się co teraz robimy. Nie miałam pomysłu.
- Hm...może...
Wtedy z oddali nadbiegła Airrow.
- Uciekać! Uciekać!
- Co? Co się dzieje?
- Ludzie! Uciekajcie!
Całe stado cwałem rzuciło się do ucieczki. Gdy biegłam przez las zahaczyłam się o line zastawioną w krzakach. Lina zacisnęła się na mojej nodze. Wierciłam się, kopałam, wierzgałam, nic to nie dawało. Zaczęłam wołać o pomoc ale wszyscy byli już daleko. Po raz kolejny się szarpałam ale do liny były przyczepione dzwony. Gdy szarpałam nogą lina uruchamiała dzwonki. Po jakimś czasie opadłam z sił. Wtedy przyszli ludzie. Odcięli line a mnie wsadzili do jakiejś przyczepy. Byłam przerażona. Nie wiedziałam co mam robić. Po godzinie jazdy zatrzymali się. Wyprowadzili mnie z przyczepy i wsadzili do małego, ciasnego, drewnianego pokoiku wyłożonego słomą. W żłobie było siano i woda. Zjadłam siano i napiłam się wody. Potem zasnęłam. Kiedy rano odzyskałam siły znów zaczęłam kopać, wierzgać i próbowałam się wydostać. Po południu przyszli ludzie. Wyciągnęli mnie z tego ciasnego pokoju. Wprowadzili mnie do jeszcze mniejszej zagrody. Chcieli mi założyć jakieś skórzane dziwne coś na plecy i na głowę. Ale ja się nie dałam. Cały dzień z nimi walczyłam. Pod wieczór znów wsadzili mnie do tego ciasnego pokoju. Zjadłam i zasnęłam. Mam nadzieje że ktoś mnie stąd wyciągnie....
Od Airrow:
Usłyszałam dźwięk dzwonka.Pogalopowałam w kierunku dźwięku,zobaczyłam tylko,jak Rosę wsadzono do przyczepy.Biegłam cały czas za nimi.Wreszcie się zatrzymali,z przyczepy wyciągnęli Rosę.Zaprowadzili ją do małej,drewnianej,szopki.Starałam się tam wejść,ale ludzi mnie odgonili.Spłoszona,odbiegłam,ale wróciłam następnego dnia.
-Rosa,jesteś tam?-Zapytałam przez małe okienko.
-Airrow?Proszę,wyciągnij mnie stąd!-Powiedziała klacz.
-Już cię wyciągam.-I wtedy drzwi otworzyło potężne kopnięcie.
Podeszłam do Rosy.
-Musisz jeszcze otworzyć te drzwiczki.-Powiedziała.
-Odsuń się!-Powiedziałam.
Trzask drewna zwabił do stajni ludzi.Nie powiodło się im złapanie nas.Wybiegłyśmy ze stajni i zniknęłyśmy im z oczu.
Od Rosy
Airrow wyciągnęła mnie z tego drewnianego więzienia. Odbiegłyśmy daleko od ludzkiej siedziby.
Uff...Udało się - powiedziałam i aż skakałam że szczęścia.
Wiem. Ale trzeba teraz wracać do stada - odrzekła Airrow.
- Tak wiem.
Wtedy usłyszałam w krzakach jakiś szelest.
- Słyszałaś to?
- Tak.
Coś się poruszyło w krzakach.
- Co to jest?
Wtedy skoczyła na mnie puma. Zanim wylądowała mi na grzbiecie zdążyłam ją kopnąć. Na skale za krzakami stała kolejna a za nami następne dwie. Otoczyły nas.
- Airrow.
- Tak?
- Ty weźmiesz te z lewej a ja wezmę te z prawej.
- Dobra.
Wtedy rzuciły się na nas. Airrow kopnęła jedną tak że poleciała tam gdzie pieprz rośnie. Potem skoczyły na mnie dwie. Zdążyłam je kopnąć i staranować. Przez jakiś czas walczyłyśmy z pumami. W końcu zaczęły uciekać. Ale zanim uciekły, największa i najsilniejsza puma podrapała mnie mocno w bark. Wtedy uciekły. Miałam głęboką i rozległą ranę.
- Możesz iść?
- Tak...Dam rade.
Airrow szła a ja kuśtykałam za nią. Doszłyśmy w końcu do jaskini, ale tuż przed nią upadłam i
straciłam przytomność.
Od Kristin:
-Rosa!- Krzyknęłam widząc nieprzytomną Rosę, leżącą tuż przed jaskinią.- Nic ci nie jest?-Spytałam ją.
Rosa nie odpowiadała, za to Airrow tak.
-To długa historia, później ci opowiem. Teraz pomóż mi przenieść Rose do jaskini, gdzie jest Damon i Mustang?-Spytała mnie.
-Poszli po wodę, bo nasz zbiornik w jaskini trzeba napełnić.-Odpowiedziałam.
-Sami nie damy rady!
-Damy radę, ty złap ją z lewe skrzydło, a ja złapię ją za prawe, OK?
-OK.
Złapaliśmy ją za skrzydła i zanieśliśmy do jaskini. Airrow opowiedziała mi co się stało. Zostałam przy Rosie, a Airrow poszła po opatrunek z liści na jej rany.
-Kristin?-Spytała mnie Rosa.
-Słucham.-Odparłam.
-Co się stało?
Opowiedziałam jej tą historie, o której wiem od Airrow.
-....potem wróciliście całe podrapane, ty szczególnie. Przed jaskinią zemdlałaś, ja i Airrow przenieśliśmy cię tu.
-Właśnie, gdzie jest Airrow?
-Poleciała po opatrunki z liści, zaraz powinna tu być.
-O jest!-Krzyknęła Rosa.
Zobaczyłam Airrow z liśćmi, opatrzyliśmy Rose i jej głębokie rany, później zajęłam się drobnymi zadrapaniami Airrow. Niedługo potem wrócili Damon i Mustang z wodą, trzeba było też im tłumaczyć co się stało. Trochę zdenerwowało mnie to że Ogiery tak się strasznie martwiły Rosą. Owszem, Mustang to już prawie jej partner, ale Damon! Coś czuje że będę musiała z niem porozmawiać w cztery oczy na przecież my to tez już prawie para. Więc po południu sami poszliśmy nad zatokę, zaczerpnęliśmy wody i trochę polataliśmy, w końcu stanęliśmy na jednej ze skał i spytałam Damona bardzo szczerze:
Od Damona:
-Czy twoje uczucie do mnie,jest prawdziwe?-Zapytała mnie.
-Tak,a dlaczego pytasz?Coś się stało?-Zapytałem.
-Bardzo martwiłeś się o Rosę,to się stało.-Powiedziała Kristin.
-Czekaj.Ty jesteś po prostu zazdrosna!-Odpowiedziałem jej.
-Nie jestem zazdrosna!-Wykrzyknęła Kristin.
-Jesteś!-Krzyknąłem.
Odbiegłem od niej,pogalopowałem nad wodopój.Tam spotkałem Rosę.
Od Kristin
-Damon!- Krzyknęłam za nim.
Ale nikt nie odpowiedział. Zostałam sama, sama na tej skale, a przecież nawet jeszcze nie byliśmy parą! Nie wiem czemu on jeszcze ze mną nie jest, mówił że mnie kocha, że coś do mnie czuje! I jak mogłam nie być zazdrosna, niby mnie kocha, a teraz pobiegł do Rosy!
-Pewnie teraz sobie miło spędzają czas...-pomyślałam.
Postanowiłam za nim pójść. Pobiegł w stronę wodopoju, jeszcze miałam szanse tam dotrzeć przed nim, bo nie cwałował, ale biegł wolnym galopem. Podfrunęłam w górę i dogoniłam go, nie zobaczył że jestem blisko.
-To dobrze..-szepnęłam.
Zobaczyłam że przystanął, ale nie napił się wody. Patrzył wtedy ślepo w wodę, chyba o czymś rozmyślał.Zauważyłam też Rose, była kilka metrów od niego. Usłyszałam jej pytanie, bo skrywałam się za drzewem niedaleko od nich.
-Cześć...co się stało, czemu jesteś smutny?-Spytała go.
-Nie jestem smutny, nic się nie stało!- Zaprzeczył Damon.
-Przecież widzę, nie udawaj. Pewnie chodzi o Kristin, tak?
-Tak.
-Mi możesz powiedzieć.
-Bo, bo ona jest o ciebie zazdrosna. Myśli że kocham ciebie bardziej niż ją! Jak ona może tak myśleć!-Z wyraźną złością krzykną.
Trochę mnie wtedy zdenerwował. Bo to są przecież nasze sprawy, a nie rosy!
-Przykro mi.Ona ma prawo tak myśleć, powinieneś się cieszyć że ona tak myśli, jest zazdrosna, to normalne, on tak na prawdę bardzo cię kocha. Zrozum to.
-Tak myślisz?
-Damon, ja to czuję.
-Dzięki. Idę do Kristin, muszę ją przeprosić.- Z nadzieją oznajmił Damon.
-Powodzenia!-Jeszcze dodała Rosa i poszła w stronę łąki.
Damon podfruną w górę i poleciał w stronę zatoki, zmierzał do tej stały na której wcześniej rozmawialiśmy. Szybko go wyprzedziłam i już czekałam na niego, na skale. Kiedy w końcu przyleciał powiedział.
-Kristin?
-Tak Damon?
-Przepraszam cię Kristin, rzeczywiście wczoraj za bardzo martwiłem się o Rosę i jeszcze to że cie oskarżałam o zazdrość...
-Wybaczam ci.-Cicho powiedziałam.
-Co?
-Ja też cię przepraszam. Byłam zazdrosna, miałeś racje.
-Nie ty miałaś.
I wtedy razem się zaśmialiśmy.
-Wracajmy już-Zaproponowałam.
-Nie czekaj!- Zawołał.- Chce cię o coś spytać.... Czy chcesz być moją partnerką w stadzie?
Zaniemówiłam, ale po kilku chwilach odpowiedziałam
-Tak, bardzo chcę od pierwszego dnia spędzonego z tobą, tak!
-Ja też, ale nie miałem odwagi cie spytać, dopiero teraz zrozumiałem że tak klacz jak ty nie ma prawa dłużej czekać.
Pocałowaliśmy się już drugi raz.
Damon?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz