sobota, 26 lipca 2014

Od Alvesa.

Kasztan pojawił się niczym cień na polanie. Hrabia Drakula przybył, buahahaha. W każdym razie, kłusem udał się w stronę lasu. Brązowa grzywa powiewała na wietrze, oczy bacznie lustrowały otoczenie, co kilka chwil jednak kierując się w otchłań pokrytego białym puchem nieboskłonu. Alves w sumie zawsze miał słabość do takich miejsc. Zielona trawa zwinnie chroniła się przed atakami kopyt ogiera. Dotarł na skraj lasu, i chociaż w pierwszej chwili chciał iść dalej, to w oczy rzuciła mu się dosyć duża jaskinia, obok której kręciło się kilka koni. W sumie warto dowiedzieć się, co się dzieje. Szybkim, sprężystym kłusem podszedł do jaskini, strzygąc uszyma. Majtnąłem ogonem, w sumie nie czekając na nic wszedłem do jaskini.
- Witaj. - rzekła Airrow.
Jakoś tak podświadomie czułem, że gdyby miała brwi, to zarzuciła by jedną w górę, no ale ewolucja nie była aż tak bardzo szczodra. Uśmiechnąłem się z lekka, bo nie powitano mnie tak jak zwykle, zębami i kopytami.
- Witam. - mruknąłem.
Porozmawialiśmy, pośmialiśmy się, miło było. Airrow nawet zaproponowała mi dojście do stada. Miło. Przyjąłem, jakby co to przecież mogę odejść. Mruknąłem zadowolony, obijając ogonem po bokach. No to jestem członkiem stada. Uch, dawno już nie odczuwałem przynależności do czegokolwiek...

piątek, 25 lipca 2014

Uwaga!

Jesli masz jakieś uwagi dotyczące bloga,napisz w komentarzu.Napisz również co dodałbyś do bloga.Jestem otwarta na wasze propozycje.

Od Mustanga

Rankiem galopowałem przez las. W pewnej chwili stanołem, bo usłyszałem szelest. Zrobiłem dwa kroki w przód i wtedy ją zobaczyłem. Była taka piękna, biała w jasno-brązowe plamy, na barkach niosła skrzydła, a jej czoło przystrajał srebrny róg. 
-Łał...- Cicho szepnołem z zachwytu. Klacz skubała trawę. Nawet mnie nie zauwarzyła. Postanowiłem się przedstawić. 
-Cześć, jastem Mustang. 
Klacz na moje słowa, trchę sie przestraszyła. 
-Cześć, jestem Rosa, co ty tu robisz. 
-Tak tylko spacerowałem i zobaczyłem ciebie. 
-Właśnie wracam do stada, chcesz je poznać? 
-Pewnie. 
-To choć. 
Rosa podniosła skrzydła w góre i już była nademną. Ja też wzniosłem się w górę i już lecieliśmy. Było cudownie! Wiatr targał nam grzywy, a my śmiejąc się szybowaliśmy wśród chmur. Przysiedliśmy na jednej, żeby odpocząć. Z góry widać było całą okolicę. 
- Tam jest nasza jaskinia...- Oznajmiła klacz, wskazując jaskinie, koło której kręciło się satdo koni.- ...widzisz? 
-Widze- Powiedziałem- A te konie? 
-To jest nasze stado, lećmy do niech przedstawię Cie. 
Zgodziłem się i polecieliśmy w strone stada koni i jaskini. 




Od Rosy:
Wzbiłam się w powietrze żeby przedstawić wszystkim Mustanga. 
- Cześć wszystkim! To jest Mustang! - powiedziałam z góry pokazując kopytem mustanga. 
- Cześć Mustang! - Wszyscy powiedzieli. Zleciałam na ziemię. 
- Już cię polubili - powiedziałam do Mustanga. 
- Serio? 
- O tak. Pokażę ci coś. 
Polecieliśmy w stronę lasu. W lesie pokazałam mu małe jeziorko w kształcie serca:


- To moje ulubione miejsce...Ładnie tu co nie? 






Od mustanga: 

-To najpiękniejsze miejsce w jakim byłem.-Powiedziałem z zachwytem. 
-Naprawdę?...Myślałam że taki ogier jak ty, widział wspanialsze widoki.-Swoim delikatnym, choć trochę smutnym głosem odparła Rosa. 
-Najpiękniejszy widok jaki w życiu ujrzałem to ty Roso. 
-Mustangu...nie wiem co powiedzieć. 
-Więc nic nie mów. 

Nasze usta się zetknęły się, bardziej romantycznego wieczoru, nie przerzyłem jeszcze nigdy. Jeszcze póżniej staliśmy przytuleni do siebie i wpatrywaliśmy się w zachodzące słońce nad jeziorkiem w kształcie serca. Kiedy zapadł zmrok, wróciliśmy razem do jaskini, wszystkie konie już spały, tylko Airrow nie było w jaskini, patrolowała okolice. Poszliśmy w głąb jaskini, bo tam było legowisko Rosy. Ona połorzyła się pierwsza, ja zaraz po niej. 
-Dobranoc.-Powiedziała Rosa, zamknęła oczy i juz spała. 
-Dobranoc.-Cicho szepnołem. 
Rono, kiedy się obudziłem Rosa jeszcze spała, tak jak inne konia. Nie budząc jej i ich wyszłem, żeby zaczerpnąć świerzego powietsza. Stanołem przywejściu do jaskini i rozejrzałem się. 
Mustang wstał bardzo wcześnie. Kiedy tylko się obudziłam poszłam do niego. 
- Witaj mój piękny - powiedziałam. Chyba się zdziwił bo aż podskoczył. 
- Witaj Roso. - odpowiedział. 
- Wiesz...Nigdy nikomu tego nie mówiłam ale...Kocham cię - i wtedy go pocałowałam. 






Od Mustanga: 

Myślałem że śnie, nareszcie znalazłem klacz która mnie kocha, tak bardzo jak ja ją. 
-Ja też cie kocham...-Wyszepnołem po pocałunku.-Czy zechcesz być moją partnerką? 
-Mustangu, od pierwszej chwili czekałam na to pytania, tak chcę!-Krzyknęła 
-Ja też. Myśle że musimy to powiedzieć stadu. 
-Dobrze, choć. 
Poszlismy do jaskini, konie już nie spały, szły w naszą strone. 
-Mustang i ja chcemy wam coś warznego powiedzieć.-Na słowa Rosy wszystkie konie staneły i spojrzał w naszą atrone. 
-Ja i Rosa jesteśmy parą.-Powiedziałem szczęśliwy. 
Wszystkie konie trochę zdziwione, zaczęły składać nam gratulacje, cieszyły się prawie tak bardzo jak my, wszystkie, ale nie Chaos. Czułem że coś z nim nie tak, kiedy pierwszy raz mnie zobaczył, krzywo na mnie patrzył, może nawet był zazdrosny o Rose? 
Dlatego postanowiłem z nim porozmawiać. Zobaczyłem że wychodzi z jaskini, chciałem pójść za nim. 
-Roso poczekaj na mnie zaraz przyjdę.-Oznajmiłem Rosie. 
-Coś się stało?-Spytała. 
-Nie, ale na chwilkę wyjdę, zaraz wrócę. 
Wyszedłem. Zobaczyłem Chaosa, szedł ze spuszczoną głowąw stronę wodopoju. Podleciałem do niego i spytałem: 
-Chaos coś nie tak? 
Nie odpowiedział. 
-Widziałem że nie spycjalnie się cieszyłeś kiedy powiedziałem że ja i Rosa jesteśmy razem, coś cię gryzie? 
Odpowiedziała mi cisza, lecz nie zrezygnowałem, pytałem dalej: 
-Jesteś zazdrosny? 
I wtedy Chaos wpadł w furie, szybkim kopniakiem przewrucił mnie na ziemiei krzykną: 
-Rosa należy do mnie, ona cię nie kocha, ona kocha mnie! 
Chciał mnie kopnąć po raz kolejny ale szybko uskoczyłem w bok. 
-Spokojnie, w stdzie jest dużo klacz.-Próbowałem żałagodzić sytuacje. 
-Właśnie, odczep się od Rosy! 
Zaczeliśmy kopać sie, gryść, szarpać! Nasząbyjkę usłyszało stado i szybko pod nas podbiegło. Daker i Alves złapali Chaosa. Ja w przeciwieństwie do niego szybo się uspokoiłem. Rosa rozgniewna krzyknęła na mnie: 



Od Rosy: Zobaczyłam jak Mustang i Chaos się biją. Byłam zła. 
- Co to było Mustang?! 
- On zaczął! Jest o ciebie zazdrosny. 
Chaos się wściekł. 
- ODWAL SIĘ OD NIEJ! ONA JEST MOJA!!! 
- Chaos! Nie jestem twoja! Zostaw mnie w spokoju! 
Mówiąc to parsknęłam mu prosto w oczy. 
- Chodźmy Mustang. 
Razem z Mustangiem odeszliśmy od Chosa jak najdalej. 



Od Mustanga: -Przepraszam za tą sprzeczkę, ale o ciebie warto walczyć.-Wytłumaczyłem się Rosie. 
-Naprawdę?-z niedowierzeniem spytała Rosa. 
-Naprawdę. 
-Mystang!...Ty krwawisz! 
Po moich plecach rzeczywiście spływała krew. 
-To sprawka Chaosa, ale prawie tego nie czuje, nic mi nie będzię. 
-Nie możesz zbliżeć się teraz do Chaosa, on może zrobić ci coś gorszego. Najlepiej dziśaj nie wracajmy do jaskini, przenocyjmy w lesie. 
-Lepiej nie, w lesie mogą być ludzie, przenocujmy w chmurach. 
-Dobże, ole czy dasz rade wzbić sięw powietrze? 
-Roso nie martw sieo mnie to tylko mała rana, za kilka dni niebędzie śladu. 
Wzniśliśmy się w górę, ja z tródem, ale nie dałem tego po sobie poznać. 
-Może tam?-Zaproponowałem wskazując na jedną z większych chmór. 
-Tam będzie idealnie.-Zgodziła się Rosa. 
Rosa siadła na chmuże, ja zaraz po niej. 

<Rosa?>








sobota, 19 lipca 2014

Od Luny

Zobaczyłam jakąś nową klacz w jaskini wraz z Darkerem.Jak już wcześniej zauważyłam, większość koni już na nią czekała. Podeszłam do niej pierwsza, wiedziałam że Airrow już z nią rozmawiała. 
-Witaj w Stadzie Północy - powiedziałam bardzo pewna siebie i dumna. 
-Witaj - odpowiedziała niepewnie. 
-Jak masz na imię? Skąd jesteś? Jak się masz? - zaczęłam nawijać jak szalona zasypując biedaczkę pytaniami. 
-Jestem Lia. 
Wydaje mi się że nie nadążała za moimi pytaniami więc tylko się przedstawiła. Przestałam dopytywać. 
-Przepraszam za te moje ciągłe pytania, za dużo mówię - powiedziałam po chwili ciszy. 
-Nic się nie stało - znowu odpowiedziała z wielką niepewnością. 
-Mam nadzieję że spodoba ci się w naszym stadzie - uśmiechnęłam się i odeszłam aby inni też mogli porozmawiać z Lią. 

Poszłam spokojnie do wodopoju gdzie usłyszałam dziwny szelest. Rozglądałam się niepewnie. 
Po chwili zobaczyłam Mustanga. Poszedłam do niego: 
-Czemu nie witasz się z tą nową Lią? - zapytałam. 
-Już to zrobiłem. - odpowiedział jakbym mu przeszkadzała. 
-Widzę że coś jest nie tak więc już sobie pójdę. - powiedziałam spokojnym, niewzruszonym tonem. 
Zastanawiało mnie jak dotarł przede mną nad wodopój ale zdałam sobie sprawę iż biegł cwałem lub galopował. Poszłam do jaskini przespać się, ponieważ całą noc nie spałam. 
-Dobranoc. - powiedziałam Lii, która już miała wychodzić z jaskini. 
-Miłego snu. - odpowiedziała zaskoczona. 
Zasnęłam. Obudziłam się około południa. Poszłam nad wodopój i tam spędziłam cały dzień w pogoni za Volierem, z którym bawiłam się w berka. 

wtorek, 15 lipca 2014

Od Lii

Szłam po śladach znalezionych przy wodopoju. Nagle wpadłam na jakiegoś konia, ogiera. Nigdy wcześniej nie widziałam innego konie, a co dopiero ogiera. Spojrzał na mnie jak na nienormalną. W sumie miał racje. Jaki normalny koń chodzi nocą, samotnie po lesie? Gapiłam się na niego przez parę dobrych sekund po czym powiedział:
- Kim jesteś i co tu robisz?
- Jestem Lia. Znalazłam ślady przy wodopoju i pogalopowałam ich śladem. Teraz wpadłam na Ciebie i jestem.
- Ja jestem Darker, przywódca stada, do którego należy ten teren.
- To może ja już sobie pójdę?...


Od Darkera:
- Nie no czekaj. - zastąpiłem klaczy drogę. - Co ty na to, żeby dołączyć do stada? Konkretnie Stada Północy, hm? - zapytałem z entuzjazmem. 
- Mogłabym? - chyba nie wierzyła w to co mówię. 
- A proponowałbym ci gdybyś nie mogła? Chodź, zaprowadzę cię do Airrow, to też przywódczyni ale wolę żeby to ona zatwierdziła twoją przynależność ponieważ to ona założyła stado. - opowiedziałem.
- Rozumiem. Dzięki. - uśmiechnęła się niepewnie. 
- No, a jaką moc masz, jeśli można spytać, Północo? - zapytałem, po kilku minutach ciszy, której nienawidziłem. 
- Północo? - zapytała zdziwiona mianem, jakie jej nadałem. 
- Och, nazywam tak wszystkie klacze w naszym stadzie. Tak czasem łatwiej określać grupę. Ogiery są oprócz mnie tylko dwa, jeden dorosły, Mustang oraz źrebak Volier. Ja nazywam nas Duchami. To takie pomieszane, chodzi o to, że podobno północ to godzina duchów. Oczywiście, w stadzie chodzi o kierunek ale można to też tak zinterpretować. No, klacze w stadzie. Cóż, jest ich pięć oprócz Airrow i ciebie: Lady, Luna, Delicja, Rosa i Kristin. Co mogę jeszcze powiedzieć? Ach, o to i ona. Lia, poznaj Przywódczynię Stada Północy, Airrow. - zadeklamowałem. Oczywiście, wydurniałem się. 
- Przestań się wydurniać Darker. - uśmiechnęła się i pokręciła głową, kiedy ja ledwo trzymałem się na nogach ze śmiechu. 
- Och, no dobra. - uspokoiłem się , na tyle ile mogłem, oczywiście. - To jest Lia i chciałaby dołączyć do stada. Co ty na to? - oznajmiłem.
- Nie mam nic przeciwko. Witamy nowa Północ. - Airrow uśmiechnęła się i pobiegła do Rosy. Były dziś umówione.
- To jak? Oprowadzić cię, poznać z kimś, poradzisz sobie sama, a może chcesz zostać sama? - zasypałem ją pytaniami.

Od Lii:
- Najpierw może zapoznam się z terenem. Wolałabym wiedzieć gdzie jest wodopój, jaskinia i łąki. To chyba najważniejsze. Wieczorem poznam resztę stada. Teraz jest całkiem ciepło, a po co mam latać za wszystkimi, skoro mogę poznać ich i przy okazji zapoznać się z jaskinią z wewnątrz. Mam nadzieję, że mogę Ci zaufać i powiedzieć dlaczego. Nigdy nie widziałam innych koni, więc tak to troszkę odwlekam. Co do mocy jestem pegazem jak już pewnie zdążyłeś zauważyć, potrafię stąpać po wodzie i widzę dobrze w ciemności. Skoro ja Ci wyjawiłam moje zdolności to może Ty mi teraz opowiesz coś o swoich?
- Nie lubię o tym gadać. Lepiej już chodźmy. Zaraz wschód, a mam Ci tyle do pokazania.
- Ok, nie ma sprawy, teraz czuję się dziwnie, bo ja się tak pochwaliłam a Ty nic nie powiedziałeś. Ale zostawmy temat mocy. Gdzie idziemy najpierw?
- Pokażę Ci po kolei, żeby nie chodzić w kółko. Zaczniemy od wodopoju.
Zwiedziliśmy cały teren rozmawiając na różne tematy. Wbrew pozorom Darker okazał się bardzo miłym koniem. Nadszedł zachód.
- Mieliśmy iść do jaskini. Jesteś gotowa na spotkanie z resztą stada?
- Szczerze mówiąc nie, ale muszę to prędzej czy później zrobić.
- To idziemy.
Pogalopowaliśmy do jaskini. Wszyscy już tam byli. Nie wiem czy mnie zaakceptują.


<Ktoś?>

wtorek, 8 lipca 2014

Od Voliera


Biegałem sobie po jaskini jak jakiś nienormalny koń. Kiedy nagle Airrow krzyknęła na mnie: 
Volier cicho bądź bo obudzisz konie! 
Wcale się tym nie przejąłem zacząłem brykać dalej. 
Stanąłem w wyjściu jaskini a tutaj ten nowy koń który jest przywódcą stada nazywa się Darker. 
Strasznie się go przestraszyłem tak wielkiego konia nigdy nie widziałem więc szybko wbiegłem do jaskini i schowałem się gdzieś w kącie.


O Airrow:

-Co się stało?-Zapytałam.
-Przestraszyłem się tamtego ogiera.
-Nie bój się go,on ci nic nie zrobi.

Volier?

sobota, 5 lipca 2014

Od Darkera

Jak na pierwszy dzień w nowym stadzie było dobrze. Nawet bardzo! Zostałem Przywódcą. Zdziwiłem się, że Airrow mnie o to zapytała no bo jak to tak, nowy i od razu przywódca? Ale to dla mnie duży komplement. To znaczy, że Przywódczyni mnie szanuje i ufa mi. 
Słońce wstało i zajrzało do jaskini gdzie spała reszta stada. Wczoraj tu dołączyłem i jestem zadowolony. Ja oczywiście nie spałem, jak to zwykle. Przez całą noc patrolowałem okolice, rozejrzałem się, poznałem tereny, odgoniłem kilka nieprzyjaznych stworzeń i tak upłynęła noc. Teraz zerknąłem w stronę jaskini. Airrow się przeciągała, Rosa układała grzywę, Kristin budziła się. W drugiej części jaskini Mustang już wstał i szedł w stronę wyjścia (czyli moją), a Volier już skakał po jaskini.
- Dzień dobry. - przywitała się nagle Airrow.
- O, hej, dzień dobry. Jak noc? - zapytałem pogodnie. Nawet nie zauważyłem jak podeszła. Nie utrzymywałem kontaktu wzrokowego. To by się źle skończyło. Na szczęście Airrow wiedziała dlaczego. Lecz obiecała nikomu nie mówić. Na wszelki wypadek.
- W porządku. A u ciebie? 
- No, wiesz...Spacerowałem tu i tam...
- To znaczy, że nie spałeś?!
- No, ja w ogóle nigdy nie śpię. 
- Oj, Darker. Będę się musiała o tobie dużo nauczyć. - uśmiechnęła
się. 
- Heh, taki los. Przejdziemy się do Wodopoju?


Od Airrow:

-Pewnie-Zgodziłam się na propozycję Darkera.-A tak przy okazji,to mów mi po prostu na przywitanie: cześć.Ok?-Zapytałam.
-Ok-Odpowiedział.

Pogalopowaliśmy w stronę wodopoju.

-No i jesteśmy-Powiedział Sight.
-Tak-Podeszłam bliżej wody i napiłam się,Darker zrobił to samo.-Więc...Jak wyglądało  twoje dzieciństwo?-Zapytałam ogiera.
-Długo by opowiadać-Odrzekł.
-Powiedz,proszę!-Prosiłam.
-Ok,no więc...


Od Darkera:


- Ok, no więc urodziłem się wiosną. Zaraz po mnie urodził się mój brat - Bright (Brajt). On był moją zupełną odwrotnością. Zawsze cichy, spokojny, poważny i leniwy. Ale mniejsza. Urodziliśmy się w wojsku, takim ludzkim. Ponieważ moja mama była tam tylko po to, by było więcej koni (chyba wiadomo o co chodzi XD), nie brała udziału w treningach czy innych zajęciach dla wojskowych. Ale była ważną klaczą albowiem partnerką konia generała. Tak więc ludzie uznali mnie i brata za wartościowe konie i szkolili do ważnych funkcji. Ja miałem zostać koniem generała, po tacie, a mój brat, jako że był minimalnie gorszy ode mnie, koniem porucznika. Kiedy mieliśmy z bratem po półtora roku, zachciało mi się wolności. Uciekłem podczas walki. Mój właściciel spadł ze mnie i wtedy uciekłem. Jednak po paru dniach mnie złapali. Byłem młody i niedoświadczony. Nie karali mnie. W zasadzie było tak, jakby nic się nie stało. Jednak kiedy wróciłem okazało się, że mama nie żyje. Była w kolejnej ciąży ale zjadła coś niedobrego i zmarła. Tata pogrążył się w rozpaczy. Przestał jeść i pić. Po paru dniach on również zmarł. Generał był załamany. Cieszyło go jedynie to, ze ja jestem wyszkolony na stanowisko ojca i ogłosił mnie oficjalnie koniem generałem. Minęło 2,5 roku. Byłem już świetnie wyszkolony, mój brat również. Pojechaliśmy na wojnę. Wygraliśmy ale mój generał poważnie oberwał. Po paru dniach zmarł. Było mi przykro. Ten człowiek był dobry. Bardzo dobry. Zawsze dawał mi to, czego potrzebowałem. Wszystkie konie traktował z należytym szacunkiem. Po tej tragedii każdy z wojskowych próbował mnie ujarzmić. Oczywiście, ja nie chciałem już jeździć bez mojego generała. Załamani stwierdzili, że nie ma sensu dłużej mnie tu trzymać i wypuścili mnie na wolność. Bałem się o brata ale wierzyłem w niego. 
Minęło kilka dni aż znalazłem ślady kopyt. Po nich doszedłem do ciebie. Resztę historii znasz. - zakończyłem. 
- Jej. Nie wiedziałam, że na świecie żyją jeszcze tak dobrzy ludzie. - powiedziała po chwili. Wyraźnie była zdziwiona.
- Tak, on był niesamowity. Ale dość o mnie. Może teraz ty coś opowiesz? - zapytałem z uśmiechem. 



Od Airrow:

-No więc tak:
Urodziłam się w stadninie koni w Tennesse.Tylko gdy nauczyłam sie chodzić mama,ja i moja siostra uciekłysmy ze stadniny.Dołączyłyśmy do stada koni Wilderbaught.Wolność mojej mamy nie trwała długo,juz po paru tygodniach ludzie nas odnaleźli i zabili moją matkę,a siostrę zabrali ze sobą.Mnie nie zabrali tylko dlatego że schowałam się w krzakach,chciałam im pomóc,ale co mogło zrobić 4 miesięczne źrebię.Wychowałam sie z klaczą o imieniu Elesse,nauczyła mnie,a raczej wpoiła mi do głowy że ludzie robią wiele złych rzeczy,i że nigdy nie mam się do nich zbliżać.Elesse była przewódczynia stada,które mnie znalazło,samą,zmarzniętą,mokrą i zaniedbaną.Gdy miałam 2 lata stado zostało zaatakowane przez wilki,tylko ja przeżyłam.Zaczęłam uciekać,aż natrafiłam na wspaniałe miejsce zwane Północą,i wtedy założyłam to stado.Po roku pojawił się pierwszy koń w stadzie.To wszystko co pamiętam o sobie.



Od Darkera:
- No tak, teraz rozumiem czemu tak bardzo nie lubisz ludzi. - powiedziałem w zamyśleniu patrząc w ziemię. Niezwykle trudno mi było nie patrzeć w oczy Airrow. Były inne niż innych. Takie...Dość, bo spojrzę!
- Hm, no tak. Em, Darker? - odezwała się. Chyba też nad czymś myślała.
- Tak? - zapytałem, ale dalej nie patrzyłem jej w oczy. 
- Czy próbowałeś nad tym panować? - zadała pytanie.
- Mówisz o wzroku? - podniosłem głowę, ale wpatrywałem się w niebo, tuż nad Airrow.
- Mhm.
- Cóż, próbowałem, byłem u Szamana, wiązałem sobie oczy...Nic to nie daje. Nie potrafię nad tym zapanować ani tego "wyłączyć". Ja cały czas się boję, że kogoś okaleczę. Kogoś, kto na to nie zasługuje. - pokręciłem delikatnie głową. - Brr, nudny temat i taki upiorny. Co powiesz na spacer nad Zatokę? - rozluźniłem się i uśmiechnąłem. Ten temat nie był dla mnie. Pogodziłem się już z myślą, że nigdy nie spojrzę przyjaciołom w oczy, tylko wrogom. 



Od Airrow:
-Z chęcią.-Powiedziałam.
Pokłusowaliśmy nad zatokę.Była piękna o tej porze.I jeszcze byłam tam z Darkerem,on był...Inny niż inne konie,był sympatyczny i wbrew pozorom nie jest brutalny,jak to myśla inni.Ale mnie nie obchodzi co myślą inni,ważne to co myślę o nim ja.
-Lubisz tu przychodzić?-Zapytałam.
-Tak,ładnie tu.-Powiedział Darker.
-Najlepiej jest tu o tej porze roku.Latem.Zachody słońca sa tu niesamowite.
-Zgadzam się.To miejsce ma w sobie coś,nie wiem co takiego,ale jest wspaniałe.
-Ono ma w sobie Północ.

Darker?

Nowy Przywódca!

Darker będzie wspólnie przewodził stadem(razem z Airrow).




Imię: Darker
Pseudonim: Sight (Sajt - oznacza "wzrok")
Płeć: ogier
Wiek: 4 lata
Status: Przywódca.
Rodzina: O ile wiem, żyje tylko mój brat
Dzieci: Na razie nie ma
Partner: Szuka ale kto wie czy znajdzie...
Charakter: Cóż, Darker jest dosyć, hm, innym koniem. Nie chodzi o to, że jest nienormalny czy coś. On po prostu ma swój styl życia. Przykładowo: który inny koń nie śpi? Sight nie śpi. Kto nie patrzy innym w oczy? Darker. I tak dalej... Ale ogólnie rzecz biorąc jest towarzyski. Uwielbia towarzystwo innych. Zawsze uśmiechnięty, pomocny i szczery, aczkolwiek czasem do bólu. Odważny i lojalny. Jeżeli trzeba, odda życie za daną sprawę. Żywiołowy i pomysłowy. Rzadko bywa smutny. Nie lubi koni, które udają kim są naprawdę jak i pustych klaczy dbających wyłącznie o wygląd. Owszem jest on ważny ale nie przesadzajmy. Kocha przygody i tajemnice.
Moce: Oślepia, gdy spojrzy komuś w oczy. Bez względu na to, czy tego chce czy nie. Czasem udaje mu się odczytać datę śmierci u danego konia ale nad tym panuje.
Historia: Od kiedy pamięta żył w wojsku. Był koniem generała u ludzi. Podczas jednej z walk, jego właściciel spadł z niego. Wtedy Darker wykorzystał okazję i uciekł z dowództwa. Jednak jego wolność nie trwała długo. Po paru dniach złapali go znowu bo generał tak go kochał iż kazał go szukać za wszelką cenę. Z powrotem trafił do wojska. Nie minęło parę lat, Darker miał już za plecami cztery wiosny i wtedy jego generał umarł. Koń nie miał jeźdźca i wszyscy próbowali go złapać dla siebie. Jednak on dał się złapać tylko generałowi, a on już nie żył. Żołnierze mieli dość upartego konia. Stwierdzili, że skoro i tak nikt go już nie osiodła to bez sensu go trzymać. Wypuścili go na wolność. Przebiegł parę dni aż dotarł tutaj. Tęsknił za bratem który został w wojsku, jednak wierzył, iż ten da sobie radę.
Właściciel: keiraKD

piątek, 4 lipca 2014

Od Volier'a

Kiedy wszedłem tam do nowego stada każdy bardzo ciepło mnie powitał zwłaszcza Airrow powiedziała:choć oprowadzę cię. Powiedziała:a oto tu jest nasza łąka.Ja odpowiedziałem:jak tu jest pięknie aż chcę się pocwałować,pobrykać. Airrow odpowiedziała:no wiem ale chodźmy dalej. Airrow :A tu jest nasza zatoka.Ja powiedziałem: łał jak tu się schodzi będę często będę tutaj przychodzić. Airrow: A oto nasza dolina.Ja powiedziałem:nie jest już aż taka piękna ale do biegania się przyda! Airrow: Tu jest nasz wodopój tutaj przychodzimy żeby się napić.Ja:Aha. Chodźmy już dalej! Airrow: a tu jest nasz las. Ja odpowiedziałem : dobra zobaczyliśmy chodźmy już stąd. Airrow odpowiedziała mi:ale przecież przez las tylko dojdziemy do domu.Ja:no dobra ok chodźmy. Airrow: A oto tutaj jest nasza jaskinia schronienie.Ja:fajnie było tylko czemu mieszkamy koło lasu? 

wtorek, 1 lipca 2014

Od Airrow

-Ktoś lub coś chodzi po lesie-Oświadczyłam stadu.
-Mam iść to sprawdzić?-Zapytał Mustang.
-Pójdę sama.-Odpowiedziałam.

Weszłam do lasu,było strasznie ciemno.Zauważyłam w oddali jakąś sylwetkę.To byli ludzie.
Zaczęłam uciekać,a oni,mnie gonić.Wbiegłam jak strzała do jaskini i  kazałam uciekać.Ja w tym czasie pocwałowałam prosto na nich,odganiając ludzi od stada.


Ktoś?

Od Mustanga

Cwałowałem przez dolinę całą noc,nad ranem postanowiłem odpocząć na łące.Usłyszałem innego konia.
-Kim jesteś?-Zapytała klacz.
-Nazywam się Mustang,to twój teren?-Zapytałem.
-Tak,nazywam się Airrow-Odpowiedziała.-W pobliżu mam stado,chcesz dołączyć?
-Tak,z chęcią.-Powiedziałem.
Zaprowadziła mnie do jaskini,gdzie były inne konie.Zaprzyjaźniłem się z Damonem.

Od Rosy:

Airrow przyprowadziła do jaskini jakiegoś ogiera. Wydawało mi się że jest tu nowy. Kiedy byłam sam na sam z Airrow chciałam z nią pogadać na jego temat. 
Cześć Airrow! - powiedziałam. 
Witaj Rosa! Chcesz o czymś pogadać? - odrzekła. 
- Tak, zauważyłam że wczoraj przyprowadziłaś do jaskini jakiegoś ogiera. 
- Tak to prawda. A co? 
- Jak on się nazywa? 
- Mustang. 
- A skąd się tu wziął? 
- Przypadkowo go spotkałam. 
- No dobra...To na razie. 
- Do zobaczenia! 
I pobiegłam w stronę łąki. Leżał pod samotnym drzewem. Postanowiłam podejść do niego i porozmawiać. 
- Cześć. 
- Ooo...Witaj 
- Jestem Rosa. Ty pewnie jesteś Mustang? 
- Tak, we własnej osobie. 
- Świetnie. Co powiesz na to żebyśmy trochę pobiegali? 

Od Mustanga:


-Pewnie-Powiedziałem wstając.
-Do jabłoni przed Nami i  z powrotem-Oznajmiła.
-Do startu,gotowi,START!-Krzyknąłem.
Galopowaliśmy w równym tempie,tuż obok siebie.Było świetnie!
-Remis-Krzyknęła Rosa.
-Tak,to co?Co robimy?-Zapytałem się klaczy.

Od Rosy:

Mustang spytał się co teraz robimy. Nie miałam pomysłu. 
- Hm...może... 
Wtedy z oddali nadbiegła Airrow. 
- Uciekać! Uciekać! 
- Co? Co się dzieje? 
- Ludzie! Uciekajcie! 
Całe stado cwałem rzuciło się do ucieczki. Gdy biegłam przez las zahaczyłam się o line zastawioną w krzakach. Lina zacisnęła się na mojej nodze. Wierciłam się, kopałam, wierzgałam, nic to nie dawało. Zaczęłam wołać o pomoc ale wszyscy byli już daleko. Po raz kolejny się szarpałam ale do liny były przyczepione dzwony. Gdy szarpałam nogą lina uruchamiała dzwonki. Po jakimś czasie opadłam z sił. Wtedy przyszli ludzie. Odcięli line a mnie wsadzili do jakiejś przyczepy. Byłam przerażona. Nie wiedziałam co mam robić. Po godzinie jazdy zatrzymali się. Wyprowadzili mnie z przyczepy i wsadzili do małego, ciasnego, drewnianego pokoiku wyłożonego słomą. W żłobie było siano i woda. Zjadłam siano i napiłam się wody. Potem zasnęłam. Kiedy rano odzyskałam siły znów zaczęłam kopać, wierzgać i próbowałam się wydostać. Po południu przyszli ludzie. Wyciągnęli mnie z tego ciasnego pokoju. Wprowadzili mnie do jeszcze mniejszej zagrody. Chcieli mi założyć jakieś skórzane dziwne coś na plecy i na głowę. Ale ja się nie dałam. Cały dzień z nimi walczyłam. Pod wieczór znów wsadzili mnie do tego ciasnego pokoju. Zjadłam i zasnęłam. Mam nadzieje że ktoś mnie stąd wyciągnie....


Od Airrow:

Usłyszałam dźwięk dzwonka.Pogalopowałam w kierunku dźwięku,zobaczyłam tylko,jak Rosę wsadzono do przyczepy.Biegłam cały czas za nimi.Wreszcie się zatrzymali,z przyczepy wyciągnęli Rosę.Zaprowadzili ją do  małej,drewnianej,szopki.Starałam się tam wejść,ale ludzi mnie odgonili.Spłoszona,odbiegłam,ale wróciłam następnego dnia.
-Rosa,jesteś tam?-Zapytałam przez małe okienko.
-Airrow?Proszę,wyciągnij mnie stąd!-Powiedziała klacz.
-Już cię wyciągam.-I wtedy drzwi otworzyło potężne kopnięcie.
Podeszłam do Rosy.
-Musisz jeszcze otworzyć te drzwiczki.-Powiedziała.
-Odsuń się!-Powiedziałam.
Trzask drewna zwabił do stajni ludzi.Nie powiodło się im złapanie nas.Wybiegłyśmy ze stajni i zniknęłyśmy im z oczu.

Od Rosy 

Airrow wyciągnęła mnie z tego drewnianego więzienia. Odbiegłyśmy daleko od ludzkiej siedziby. 
Uff...Udało się - powiedziałam i aż skakałam że szczęścia. 
Wiem. Ale trzeba teraz wracać do stada - odrzekła Airrow. 
- Tak wiem. 
Wtedy usłyszałam w krzakach jakiś szelest. 
- Słyszałaś to? 
- Tak. 
Coś się poruszyło w krzakach. 
- Co to jest? 
Wtedy skoczyła na mnie puma. Zanim wylądowała mi na grzbiecie zdążyłam ją kopnąć. Na skale za krzakami stała kolejna a za nami następne dwie. Otoczyły nas. 
- Airrow. 
- Tak? 
- Ty weźmiesz te z lewej a ja wezmę te z prawej. 
- Dobra. 
Wtedy rzuciły się na nas. Airrow kopnęła jedną tak że poleciała tam gdzie pieprz rośnie. Potem skoczyły na mnie dwie. Zdążyłam je kopnąć i staranować. Przez jakiś czas walczyłyśmy z pumami. W końcu zaczęły uciekać. Ale zanim uciekły, największa i najsilniejsza puma podrapała mnie mocno w bark. Wtedy uciekły. Miałam głęboką i rozległą ranę. 
- Możesz iść? 
- Tak...Dam rade. 
Airrow szła a ja kuśtykałam za nią. Doszłyśmy w końcu do jaskini, ale tuż przed nią upadłam i 

straciłam przytomność. 


Od Kristin:



-Rosa!- Krzyknęłam widząc nieprzytomną Rosę, leżącą tuż przed jaskinią.- Nic ci nie jest?-Spytałam ją. 
Rosa nie odpowiadała, za to Airrow tak. 
-To długa historia, później ci opowiem. Teraz pomóż mi przenieść Rose do jaskini, gdzie jest Damon i Mustang?-Spytała mnie. 
-Poszli po wodę, bo nasz zbiornik w jaskini trzeba napełnić.-Odpowiedziałam. 
-Sami nie damy rady! 
-Damy radę, ty złap ją z lewe skrzydło, a ja złapię ją za prawe, OK? 
-OK. 
Złapaliśmy ją za skrzydła i zanieśliśmy do jaskini. Airrow opowiedziała mi co się stało. Zostałam przy Rosie, a Airrow poszła po opatrunek z liści na jej rany. 
-Kristin?-Spytała mnie Rosa. 
-Słucham.-Odparłam. 
-Co się stało? 
Opowiedziałam jej tą historie, o której wiem od Airrow. 
-....potem wróciliście całe podrapane, ty szczególnie. Przed jaskinią zemdlałaś, ja i Airrow przenieśliśmy cię tu. 
-Właśnie, gdzie jest Airrow? 
-Poleciała po opatrunki z liści, zaraz powinna tu być. 
-O jest!-Krzyknęła Rosa. 
Zobaczyłam Airrow z liśćmi, opatrzyliśmy Rose i jej głębokie rany, później zajęłam się drobnymi zadrapaniami Airrow. Niedługo potem wrócili Damon i Mustang z wodą, trzeba było też im tłumaczyć co się stało. Trochę zdenerwowało mnie to że Ogiery tak się strasznie martwiły Rosą. Owszem, Mustang to już prawie jej partner, ale Damon! Coś czuje że będę musiała z niem porozmawiać w cztery oczy na przecież my to tez już prawie para. Więc po południu sami poszliśmy nad zatokę, zaczerpnęliśmy wody i trochę polataliśmy, w końcu stanęliśmy na jednej ze skał i spytałam Damona bardzo szczerze: 


Od Damona:


-Czy  twoje uczucie do mnie,jest prawdziwe?-Zapytała mnie.
-Tak,a dlaczego pytasz?Coś się stało?-Zapytałem.
-Bardzo martwiłeś się o Rosę,to się stało.-Powiedziała Kristin.
-Czekaj.Ty jesteś po prostu zazdrosna!-Odpowiedziałem jej.
-Nie jestem zazdrosna!-Wykrzyknęła Kristin.
-Jesteś!-Krzyknąłem.
 Odbiegłem od niej,pogalopowałem nad wodopój.Tam spotkałem Rosę.

Od Kristin 

-Damon!- Krzyknęłam za nim. 
Ale nikt nie odpowiedział. Zostałam sama, sama na tej skale, a przecież nawet jeszcze nie byliśmy parą! Nie wiem czemu on jeszcze ze mną nie jest, mówił że mnie kocha, że coś do mnie czuje! I jak mogłam nie być zazdrosna, niby mnie kocha, a teraz pobiegł do Rosy! 
-Pewnie teraz sobie miło spędzają czas...-pomyślałam. 
Postanowiłam za nim pójść. Pobiegł w stronę wodopoju, jeszcze miałam szanse tam dotrzeć przed nim, bo nie cwałował, ale biegł wolnym galopem. Podfrunęłam w górę i dogoniłam go, nie zobaczył że jestem blisko. 
-To dobrze..-szepnęłam. 
Zobaczyłam że przystanął, ale nie napił się wody. Patrzył wtedy ślepo w wodę, chyba o czymś rozmyślał.Zauważyłam też Rose, była kilka metrów od niego. Usłyszałam jej pytanie, bo skrywałam się za drzewem niedaleko od nich. 
-Cześć...co się stało, czemu jesteś smutny?-Spytała go. 
-Nie jestem smutny, nic się nie stało!- Zaprzeczył Damon. 
-Przecież widzę, nie udawaj. Pewnie chodzi o Kristin, tak? 
-Tak. 
-Mi możesz powiedzieć. 
-Bo, bo ona jest o ciebie zazdrosna. Myśli że kocham ciebie bardziej niż ją! Jak ona może tak myśleć!-Z wyraźną złością krzykną. 
Trochę mnie wtedy zdenerwował. Bo to są przecież nasze sprawy, a nie rosy! 
-Przykro mi.Ona ma prawo tak myśleć, powinieneś się cieszyć że ona tak myśli, jest zazdrosna, to normalne, on tak na prawdę bardzo cię kocha. Zrozum to. 
-Tak myślisz? 
-Damon, ja to czuję. 
-Dzięki. Idę do Kristin, muszę ją przeprosić.- Z nadzieją oznajmił Damon. 
-Powodzenia!-Jeszcze dodała Rosa i poszła w stronę łąki. 
Damon podfruną w górę i poleciał w stronę zatoki, zmierzał do tej stały na której wcześniej rozmawialiśmy. Szybko go wyprzedziłam i już czekałam na niego, na skale. Kiedy w końcu przyleciał powiedział. 
-Kristin? 
-Tak Damon? 
-Przepraszam cię Kristin, rzeczywiście wczoraj za bardzo martwiłem się o Rosę i jeszcze to że cie oskarżałam o zazdrość... 
-Wybaczam ci.-Cicho powiedziałam. 
-Co? 
-Ja też cię przepraszam. Byłam zazdrosna, miałeś racje. 
-Nie ty miałaś. 
I wtedy razem się zaśmialiśmy. 
-Wracajmy już-Zaproponowałam. 
-Nie czekaj!- Zawołał.- Chce cię o coś spytać.... Czy chcesz być moją partnerką w stadzie? 
Zaniemówiłam, ale po kilku chwilach odpowiedziałam 
-Tak, bardzo chcę od pierwszego dnia spędzonego z tobą, tak! 
-Ja też, ale nie miałem odwagi cie spytać, dopiero teraz zrozumiałem że tak klacz jak ty nie ma prawa dłużej czekać. 
Pocałowaliśmy się już drugi raz. 

Damon? 

Od Kristin

Pierwszy dzień w Stadzie Północy. 

-To jak ona się w końcu nazywa?-Pyta Rosa. 
-Kristin.-Odpowiada Airrow. 
-Co takiego ten Damon w niej widzi? 
-Nie wiem o czym ty mówisz. Fakt, to właśnie Damon zaproponował jej należenie do naszego stada, ale to był zwyczajny przypadek. 
Airrow i Rosa rozmawiały o Kristin, nowej klaczy w ich stadzie. Rosa była lekko zazdrosna o Damon, przystojnego ogiera, należącego do ich stada. W pewnym momencie ich rozmowę przerwała Kristin, która podeszła aby pierwszy raz je zobaczyć i przywitać się z nimi. Była pełna wiary, że Rosa i Airrow zaakceptują ją i z radością przyjmą do stada tak, jak jej kolega Damon. 
-Witajcie, wy pewnie jesteście Airrow i Rosa, Damon dużo mi o was opowiadał.-Grzecznie przywitała się Kristin. 
-Tak, ja nazywam się Rosa, to jest nasza przewodniczka stada, Airrow. 
-Bardzo miło jest nam cie poznać.- zapowiedziała Airrow. 
-Mi też Airrow, jest miło was poznać. 
-To co, może pogalopujemy sobie po nasze łące, co wy na to?- Zaproponowała Rosa, która uwielbia biegać. 
-Ja, bardzo chętnie, a ty Airrow?-Oznajmiła Kristin. 
-Dobra, to biegnijmy!- Zawołała Airrow. 
I wtedy trójka ślicznych klacz pogalopowała na łąkę, a potem wszystkie trzy wzbiły się w powietrze. Airrow na swoich skrzydłach z cienia, Rosa na swoich biało brązowych i Kristin która frunęła bez skrzydeł. Po małej rozrywce przyjaciółki poszły do jaskini w której zasnęły. Jaskinia wówczas była pusta, bo Damon i Volier paśli się na łące, właśnie wtedy, kiedy Prosa, Kristin i Airrow latały w chmurach. Damon i Volier marzyli o takiej wycieczce w przestworza, lecz ani jeden, ani drugi nie posiadali skrzydeł, nie potrafili ich wytworzyć ini latać bez nich, podobnie jak Kristin. Niedługo po tym jak klacze zasnęły, ogiery też wróciły, Damon celowo, położył się blisko Kristin, ona wiedziała, tak jak Rosa że Damon jednak coś do niej czuje, Kristin też czuła coś do niego. 


Od Damona:

Położyłem się obok Kristin,słodko spała.

-O,już wstałaś?
-Tak,pójdziemy się przejść na łąkę?
-Pewnie!-Powiedziałem.
Biegliśmy bardzo szybko.Gdy byliśmy juz na miejscy zaczęliśmy się ścigać do zatoki.
-Będę pierwsza-Wykrzyknęła Kristin.
-Chyba śnisz-Odkrzyknąłem.

Od Kristin:



Podfrunęłam w górę, żeby prześcignąć Damona ale nie udało mi się ten niezwykły ogier był za szybki. 
-Poczekaj, Damon!-Krzyknęłam za nim. 
On zwolnił i razem, równo galopowaliśmy po trawie. Zatrzymaliśmy się przy wodopoju i zaczerpnęliśmy wody. Po chwili położyłam się na trawie patrząc w chmury. Damon położył się koło mnie. Popatrzyliśmy równocześnie na ptaki które frunące po niebie... 
-Tyle bym dał za jeden lot...-westchną. 
-Jeśli chcesz to zabiorę cię w chmury.-Zaproponowałam mu. 
-Jak? 
-Zobaczysz. 
Wstaliśmy i podfrunęłam w górę użyłam magi by unieść w górę i Damona, udało się.. 
-Ha, ha, ha, lecę!-Krzykną Damon. 
-Ha, ha...-Zaśmiałam się. 
Lecieliśmy, było tak romantycznie! Po godzinie lotu opadliśmy na ziemie, przelałam trochę magi do serca Damona, mógł już latać sam. 
-Było fantastycznie, dziękuję.-oznajmił. 
Tylko westchnęłam i wtedy, wtedy nasze usta zetknęły się! To był najpiękniejszy wieczór w moim życiu.


Od Damona:

Do jaskini  wróciliśmy lecąc.To było niesamowite! I jeszcze pocałunek Kristin.
Wlecieliśmy do jaskini.Inne konia już spały oprócz Arrow,która nie była obecna w jaskini.
-Chodźmy już spać-Powiedziałem.
Położyliśmy się obok siebie  i zasnęliśmy.Na dworze usłyszałem szelest,więc wyszedłem to sprawdzić.

Od Kristin:

Obudziły mnie słowa Damona 
-Kristin.- Szepną cicho - Wstawaj. 
-Co się stało- Spytałam go. 
-Niepokoi mnie ten szelest na dworze, słychać go w całej jaskini. 
Rzeczywiście w jaskini słychać było podejrzany szelest, nie mogłam odgadnąć co go wydaje. 
-Zobaczmy co to.-Zarządziłam. 
Wyszliśmy. Okazało się że ten podejrzany szelest wydawały obce konie, to były trzy czarne ogiery z Stada Mroku. Damona wyraźnie zdenerwowała ich obecność, kiedyś tłumaczył mi że Stado Północy nie przyjaźni się Stadem Mroku. 
-Czego chcecie?-Nieprzyjemnym tonem spytał Damon. 
-Co cie to obchodzi, spadaj koniku, nie dasz na trzem rady!-Jeden z czarnych koni zakpił z nas. 
-To nasze terytorium, to wy spadajcie!-Krzyknął Damon. 
-Będziemy tu ile tylko będziemy sobie chcieli!-Odkrzykną ten czarny koń. 
Był środek nocy, słabo było widać ich sylwetki w tych ciemnościach. 
-Jeśli sami stąd nie pójdziecie, to was wyrzucę! 
Damon wpadł w furię, zanim członkowie Stada Mroku, zaczęli się śmiać, Damon jednym kopnięciem przewrócił jednego, potem drugiego, trzeci rzucił się na mnie i już miał mnie wywrócić, ale Damon tylko śmigną i zamiast mnie to ten czarny koń leżał na ziemi. 
-Uciekajcie!- Krzykną Damon. 
A czarne konie już były daleko, uciekły. 
-Byłeś taki odważny, nie wiedziałam że jesteś taki śilny!-Pochwaliłam wybawce. 
-To nic wielkiego, Stado Mroku jest mocne w pysku, ale słabe w walce.-Odpowiedział Damon. 
-Wracajmy do jaskini, dziś jest chłodna noc a ty cała się telepiesz. Zaproponował-W jaskini jest jedno takie miejsce w którym śpimy w zimę, ta część jest wypełniona sianem, tam się ogrzejesz. 
-Dobrze, choćmy.-Zgodziłam się. 
Myślałam że to koniec przygód tej nocy, ale myliłam się, bo Damon coś kombinował. Później wyszedł z jaskini, potajemnie poszłam za nim. 


Od Damona:



Poszedłem spotkać się z przyjaciółką,białym unipegiem.

-Cześć-Przywitałem się.
-Witaj-Odpowiedziała.


Od Kristin:

Zdenerwował mnie to że Damon rozmawia z jakoś klaczą, w dodatku z pegazo-jednorożcem. Zupełnie niespodziewanie wtrąciłam się w ich cicha rozmowę słowami: 
-Damon, kto to jest? 
-Co ty tu robisz nie śpisz?-Zdziwiony spytał. 
-Jak widać nie! 
-To jest moja stara znajoma, nazywa się Rewizja. 
-Acha i postanowiłaś porozmawiać sobie ze znajomą w środku nocy, kiedy wszyscy śpią? 
-No......Bo tok się złożyło....No że...-Jąkał się Damon. 
-Nie tłumacz się, wszystko rozumiem!- Zdenerwowana krzyczałam. 
-To nie tak Kristin, ja ci wytłumaczę...-Ta jakaś Rewizja krzyknęła za mną. 
Ale nie odpowiedziałam. Szybkim krokiem weszłam do jaskini, ale szłam dalej. Z tyłu było drugie wyjście. Wyleciałam nim. Poleciałam w górę, bardzo wysoko. Przysiadłam na jednej z chmur i zaczęłam płakać. 
-Najpierw Rosa, potem ta Rewizja, co jeszcze?- pytałam sama siebie. 
Damon nie miał szans mnie dogonić, byłam najszybsza w lataniu w całej okolicy. Nie obchodziło mnie co oni teraz robią, chciałam być sama. Zobaczyłam że chmury utworzyły jakiś krztałt, przypominał zamek. Podfrunęłam bliżej, to był zamek z chmur. To był legendarny zamek o którym wiedział każdy, pegaz i każdy koń, który potrafił latać większość zwykłych koni. Wleciałam do niego, był wspaniały, zwiedzałam każdą jego komnatę. Już robiło się jasno i Damon zdążył mnie znaleźć w zamku. Przyleciał sam, bez Rewizji. Nawet nie pytał co tu robię, skąd ten zamek, tylko zaczą się tłumaczyć: