piątek, 1 sierpnia 2014

Od Lii:


Leciałam oglądając okolicę. Po wczorajszym dniu czułam się nieco lepiej. Przestałam się już przejmować akceptacją stada. Wydaję mi się, że mnie polubili. Z resztą ja ich też. Najbardziej polubiłam źrebaczki. Nie musiałam z nimi poważnie rozmawiać ani nic o sobie nie mówić. Po prostu fajnie było się z nimi bawić. Mogłam nadrobić w jakiś sposób samotne dzieciństwo. Zapominałam o wszystkich złych wspomnieniach i zmartwieniach. Dziś także chciałam się z nimi pobawić. Nie widziałam ich, ale za to zauważyłam coś bardzo niepokojącego, człowieka. Na szczęście był tylko jeden i pomyślałam, że sobie z nim poradzę. Nie miał żadnej broni, był zagubiony i wystraszony, tak jak ja zanim się tu znalazłam. Postanowiłam przyjrzeć mu się bliżej. Nie był źle nastawiony, ucieszył się na mój widok. Próbował mnie dosiąść. Dałam mu to zrobić. Popędził mnie jak najzdolniejszy jeździec. Natychmiast wzbiłam się w powietrze. Grzywa powiewała mi na wietrze. Słyszałam jego głośny śmiech. Chyba nie spodziewał się tego po mnie. Niby dziki koń, a taki posłuszny, cóż bywa. Polubiłam go. Szybowaliśmy ponad chmurami przez dobre parę godzin, kiedy nagle usłyszałam wołanie:
-Lia! Pora wracać! Wszyscy już są! Lia!
Słyszałam w tym głosie łamiącym się głosie troskę i smutek. Stwierdziłam, że przenocuję z tym człowiekiem. Zostawiłam go niedaleko jaskini i pocwałowałam poinformować wszystkich o zawartej znajomości. Nikt mi niestety nie uwierzył, Darker stwierdził, że możliwe, że tak jest, ale nie był zupełnie tego co mówił. Obraziłam się za wszystkich. Wróciłam wściekła, ale gdy go zobaczyłam powrócił mi humor. Przywołał mnie, przytulił się i zasnął. Czułam, że znalazłam zrozumienie. Przez całą noc jak to ja nie zmrużyłam oka, pilnując snu mojego towarzysza.

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz